Wielka Rzeczpospolita


ŚMIECHAWE
Piątek II Druga część młodzieńczego dnia świra
Piątek Dzień świra według pewnego ucznia
Chomiks Ci, którzy znają, wiedzą, a którzy nie znają - wejść muszą. A przynajmniej powinni.
Niespodzianka Szok kulturowy... czyli bezczelna prowokacja
Gadu Gadu No po prostu mistrzostwo.
Virtualna Polka Eee?
W Szczebrzeszynie I to ja narzekam na język polski?... A cudzoziemcy???

NIESKROMNIE O MNIE
Ja na gronie Tak, wiem, że to już szczyt megalomanii i egotyzmu...
Nurek A tak wyglądam pod wodą
Ja Tak mniej - więcej wyglądam
Kwestionariusz Prousta
Drugi teścik Nowszy, dłuższy i trudniejszy...
Test: czy mnie znasz? Kolejny pomysł spapugowany po werciku. Ale podobał mi się bardzo.

UPRASZA SIĘ O KLIKANIE
Polskie serce
Animal Rescue
Rain Forest
Child health
Breast cancer
Hunger
Pajacyk

NURKI
Pod wodą... A to stronka organizacji, w której zdałam OWD. Bardzo przyjemnie i podwodnie.
Nurkomania Stronka o moim nowym hobby :-)

MUZYKA
PSIO CREW Elektro Góralska Kapela Ziomalska - moje najnowsze odkrycie - Cudni są!
ŁĄKI ŁAN Funky stonki z łąki
DŻEM Przypomina mi dawne czasy
DEEP PURPLE Klasyczny, piękny ROCK
BLACK SABBATH Polska strona Sabbathów... Ten zespół to już klasyka
Jacek Kaczmarski Wspaniały poeta, którego piosenki zawsze będą aktualne...
Maciej Maleńczuk Intrygujący człowiek z jeszcze bardziej intrygującym głosem...
PUDELSI Bardzo ciekawy zespół z niesamowitym głosem Maleńczuka
KAZIK Chyba nie trzeba przedstawiać
KULT Jak wyżej
PIDŻAMA PORNO Boskie teksty, boska muzyka...

INNE
Kokoart Najfajniejszy komiks online jaki widziałam
ClubRock Chyba najfajniejsze miejsce na pyffko
Spieprzaj dziadu!!!
Drakkar Północnych Fiordów Szanty w wykonaniu moich znajomych
Punk Serwis
Hipisi Flower Power !!!

BLOGI
Sybilla Znajoma moja - inteligentne młode dziewczę, które zna się na grach komputerowych
IRoniA Przyjazne lekko bieszczadzkie klimaty
Segritta Cudne podejście do facetów i sporo humoru
Ulas Zaskakująco dobry w tak młodym wieku gust muzyczny. Rzadkość.
Gnijąca Modelka Pank ymidż powrócił
Bo zupa była za słona Hi hi hi :D
Martini Optymizm, radość życia i duża ilość cycytrynki!
Natus Moje blogowe wsparcie duchowe.
Hagar Wyjątkowo utalentowany muzycznie przyszły filolog skandynawski ;)
Zagubinowo Blog qmpeli z roku, wbrew nazwie ja się tam częściowo odnajduję...
Wercik Blog punkowego, wiecznie pijanego i bardzo sympatycznego kompana

BIESZCZADY
Szczerbanówka Najpiękniejsze miejsce w Bieszczadach, z najfajniejszymi ludźmi





"Trzeszczy szafa, pęka tacka... Przeprowadzka!"

Tytuł poniekąd zdezaktualizowany, choć niezupełnie. W KOŃCU przeprowadziliśmy się z Adamem do naszego mieszkanka w Pruszkowie. Miało to miejsce jakieś 2 miesiące temu, ale jakoś nie mogłam się zebrać, żeby o tym napisać. Enyłej, pracy mieliśmy mnóstwo, a mieszkanie jeszcze nie jest wykończone na 100%. No i rozpakowywanie... Ech, szkoda gadać. Adam już się uporał ze swoimi rzeczami (on nie ma miliarda książek, teczek i segregatorów) a jestem daleko w polu, więc 1/4 mieszkania wciąż zajmują kartony. 
Nie będę kłamać, że ZUPEŁNIE nie miałam czasu, ale prawda jest taka, że nie miałam siły. Koniec semestru, wychowawstwo i problemy z nim związane... szczerze mówiąc, jak przychodziłam z pracy do domu (który jest, btw, oddalony od niej jakieś 100 metrów) to ostatnią rzeczą, która przychodziła mi na myśl, było rozpakowywanie tych wszystkich rzeczy. [Pierwszą była gra Mass Effect - tak, przyznaję się otwarcie i bezwstydnie, ale wczoraj w końcu ją przeszłam i jestem z tego dumna].
A teraz właśnie zaczynam ferie, i wolny czas, poza wypadem w Bieszczady na parę dni, zamierzam poświęcić na rozpakowywanie, sprzątanie i układanie, czyli tzw. ogarnianie kuwety.

Czy już się chwaliłam, że zamierzam zmienić zawód i robić to, o czym marzyłam od wczesnej młodości? W związku z tym zapisałyśmy się z psiapsiółą Emi do zaocznego studium i zobaczymy, czy nam się nie znudzi. Na razie pierwsze egzaminy semestralne z palcem w nosie. [Oczywiście zajęte weekendy wcale nie pomagają w odgracaniu tego całego bajzlu, ale skoro się powiedziało A...].

A wracając do mojego giercowania - planujemy z Młodym i z Adamem założyć blog o grach, jeśli już coś z tego wyjdzie, na pewno się pochwalę.
Tyle z niusów, idę rozkoszować się wolnym czasem... przy zmywaku ;/



Stworzyłam 2010-02-01 11:35:11

skomentuj (0)




Wspomnienie o doktorze

Nie wiem w sumie, co napisać, bo wciąż jestem w szoku, ale nie umiem tego przemilczeć. Proszę więc wybaczyć chaotyczność tej notki.

Wczoraj jak piorun z jasnego nieba spadła na mnie wieść, że odszedł dr Eligiusz Szymanis. Człowiek, który charakteryzował się ogromną wiedzą (nie tylko literacką), niestamowitą bystrością, otwartym umysłem i niespotykaną charyzmą. Gdyby nie to, że był, jak prawdziwy romantyk, całkowicie oddany swojej pasji i nie bardzo obchodziły go tytuły i literki przed nazwiskiem, spokojnie mógłby zostać profesorem. To ten, z którym studencko jeździliśmy na wyjazdy śladami Mickiewicza. Miałam ogromne szczęście, że byłam aż na trzech z nich (Wilno, Drezno, Krym). Podczas tego ostatniego mieszkałyśmy z kumpelami z nim i jego żoną w pokoju. Rozmowy z doktorem za każdym razem wnosiły coś nowego, on po prostu chyba nie umiał być nudny. Pamiętam, że na wykładach zawsze byl komplet, a nawet nadmiar, bo często studenci dostawiali sobie krzesła i siedzieli na korytarzu. Zresztą tymi wykładami przekonał mnie do romantyzmu, którego nie cierpiałam już od podstawówki. Wydaje mi się, że był jednym z najbardziej lubianych pracowników wydziału, a on też chyba bardzo lubił studentów. Nawet egzamin u niego bardziej przypominał rozmowę.

Dużo łatwiej pogodzić się ze śmiercią osoby starszej czy schorowanej. Ale kiedy tragiczny wypadek zabiera człowieka w sile wieku, pełnego energii i pasji; jeżeli pijany gówniarz przez swoją głupotę zabija nieprzeciętną postać, która mogła jeszcze tyle zrobić dla polskiej literatury i nie tylko, nie można tego tak po prostu zaakceptować. Ja wciąż w to nie wierzę.

Krym 2007

Wyjazd na Krym w 2007r. Dr Szymanis, Karolina i ja.


Stworzyłam 2009-08-20 15:20:43

skomentuj (2)




Miało być inaczej

Plan ustalony przed wakacjami, mniej więcej wyglądał tak: lipiec: ostry zapieprz przy remoncie, początek sierpnia:przeprowadzka, reszta sierpnia: opierdalactwo. No, ale do remontu znaleźlismy ekipę, znajomych zresztą, którzy, choć bardzo porządni, rownież dość kapryśni i nieterminowi bywają. Coś za coś.
Operacja Taty w lipcu, - w związku z tym moja rola zmieniła się z budowlańca na szofera (lekarze, szpitale, urzędy i inne sprawy). Dobrze, że samochód Ojca ma klimę :)
Wieczór panieński siostry (ciotecznej) pod koniec lipca - miałam dojechać do Sandomierza swoim samochodem, niestety, po drodze zdarzyła się pierwsza w mojej karierze kierowcy, za to poważna, stłuczka. Poważna dla auta, bo mnie nic się nie stało. Już przebolałam, po 8 latach jeżdżenia to i tak chyba nieźle, zresztą samochód niedługo z warsztatu wraca, a na ubezpieczeniu, można powiedzieć, zarobiliśmy. I git. Na imprezę i tak udało mi się dojechać, więc prawie happy end, jednak również nie tak, jak planowałam.
Planowałam również wykładzinę w pokoju. Ale znajomy (ten od remontu) powiedział: a może korek? No to ja z pytaniami do wujka Googla: co to ten korek, jak to wygląda i ile kosztuje. Oczywiście jak przeczytałam jaki to jest och i ach, plan znów się zmienił, ja chcę korek. Na szczęście A., który ma chyba anielską cierpliwość do moich nieustannych zmian w planach, na korek przystał, więc jedziemy szukać. Znaleźliśmy. Drogie to cholerstwo, ale ładne, więc zamawiamy. Ale na magazynie nie ma, w Krakowie też nie ma, trzeba sprowadzać z firmy w Portugalii. I co? 6 TYGODNI CZEKANIA, BO MAJĄ TAM OKRES URLOPOWY I NIE WYŚLĄ WCZEŚNIEJ! Noż kurwa, czyli kolejne wakacje bez przeprowadzki, bo podłoga będzie dopiero we wrześniu.
Tak to właśnie moje misterne plany biorą w łeb. A tak się nastawiłam, że pod koniec sierpnia zrobię parapetówę... Nic z tego, kochani, czekacie do października. Chyba, że znów coś wyskoczy. Już wolę nie planować.

Jeśli już przy zmianach jesteśmy - zmieniłam adres zameldowania, na pruszkowski. Dziś jadę załatwiać nowy dowód. Czuję się pozbawiona kawałka tożsamości, bo zawsze byłam warszawianką i jakoś tak przykro mi trochę się od tego miasta tak formalnie oddalać. Wiem, że przesadzam, ale taka już jestem sentymentalna. Przywiązuję się do ludzi, miejsc i przedmiotów. A teraz będzie obce miasto, i to w dowodzie...No ale jak mus, to mus.

A, i wychowawsto dostałam, czeka mnie od września. "Pani wychowawczyni..." Masakra, nie? 



Stworzyłam 2009-08-17 10:20:25

skomentuj (1)




Wiosenne porządki

Z okazji pojawiającej się wszędzie wiosny, oprócz ogarnięcia swojego zagraconego pokoju, postanowiłam róznież porobić porządki w swoim życiu.  Oczywiście, jak co roku, układam w głowie kolejne postanowienia, że teraz już będę super extra zorganizowana, rozrywkowa i w ogóle łał, że o porzejściu na dietę nie wspomnę, no ale to dopiero po Świętach. Jakoś tak się dzieje, że na wiosnę dużo więcej chcę w życiu zmienić niż w Sylwestra, kiedy to podobno większość ludzi obiecuje sobie tyle rzeczy. No, ale w moim przypadku ile bym sobie nie obiecywała, i tak zapewne dupa z tego wyjdzie.
Nieważne, nie ma co siać defetyzmu, wszak Święta idą a pogoda za oknem i wszechogarniająca zieleń pozytywnie nastraja do wszystkiego i pozwala wierzyć we wszystkie cuda.

Ponieważ dawno mnie nie było, krótka relacja: Magisterka obroniona w listopadzie, na 5 (Ha!). Remont powoli też się uskutecznia, w każdym razie już naprawdę bliżej niż dalej. Planowana przeprowadzka w wakacje.
A w pracy burdel niemożebny z powodu nadchodzącej reformy (poważnie zastanawiam się nad zmianą profesji), ale przynajmniej podwyżkę dostałam.

Czego i Wam, w pakiecie ze smacznym jakiem i udanym rodzinnym (czy jaki tam jest Wasz wymarzony) wypoczynkiem życzę z okazji Świąt.

Stworzyłam 2009-04-11 09:45:19

skomentuj (3)




Już niedługo, coraz bliżej...

Udało mi się w końcu złożyć pracę. Obrona podobno na początku listopada. Oczywiście nie obeszło sie bez pieprzonych biurokratycznych komplikacji, mam tylko nadzieję, że mój promotor już sprawę załatwił, bo jak nie, to jestem w czarnej dupie. Z drugiej jednak strony - nie takie rzeczy już się zdarzały na tym wydziale i wszystko dobrze się kończyło, więc bądźmy dobrej myśli. W każdym razie chcę już mieć to za sobą.
Żeby poprawić sobie humor po kontakcie z JAK ZWYKLE UROCZĄ Panią Z Dziekanatu (alias: Lord Vader), poszłam do fryzjera. Nie do końca jestem pewna, czy był to dobry pomysł. Niby wszystko zgodnie z zamówiniem: wszystko krótko, poza emowatą grzywką (heh... don't ask...). W sumie na długość (z wyjątkiem przodu) trochę jak Mia Farrow z Dzieca Rosemary. Z tym tylko wyjątkiem, że ona była szczupła i miała podłużną twarz, a ja au contraire. Wszystko to powoduje, że jej twarz była słodka i dziewczęca, a moja wygląda jak jajko z grzywką. Na szczęście to tylko włosy, więc odrosną :) Poza tym kolor mi się podoba, więc nie jest wcale tak źle.

A teraz z serii tekstów szkolnych:
Po apelu i powrocie do klasy zostało mi 5 min, więc pozwoliłam robić dzieciaom to, co chcą. Żeby było śmieszniej: grupa samych chłopców, najgorsza chyba klasa w szkole. Jeden udawał psa. Dwóch innych udawało, że go tresuje. Kolejny zaczął żuć troczek od plecaka, więc zareagowałam: A ty co? Koza? Na co czwarty, z tyłu klasy zrobił: Muuuuuuu...
[Ja:] No proszę, widzę, że mamy tu cały zwierzyniec...
[Uczeń 5 (zakapior, ale zawsze udaje doroślejszego od reszty):] Nie, proszę pani, ja nie jestem zierzątkiem...
[Ja (pod nosem):] No, przynajmniej jeden normalny...
[Uczeń 5:] ... Ja jestem motocyklem...

I weź tu, człowieku, bądź poważny...

Stworzyłam 2008-10-26 20:27:08

skomentuj (2)




Smętne wakacyjne sprawozdanie

Od kilku tygodni mam zamiar w końcu napisać jakąś notkę, ale zabieram się do tego jak jeż do miłości, zawsze albo coś wypada, albo po prostu mi się nie chce. Chwilowo z braku lepszego zajęcia postanowiłam coś niecoś skrobnąć, chociaż tak naprawdę nie mam o czym. [Zagadka polonistyczna: jakie polskie słowo może zastąpić 'skrobnąć', jeśli chodzi o pisanie na klawiaturze? Anglicy mają 'typing' a my?]

Pierwszy rok szkolny udało mi się przetrwać. Jakieś półtora tygodnia temu zakończyłam staż, zdałam egzamin i zostałam nauczycielem kontraktowym, hip hip hura. Wiaże się to z podwyżką, co prawda groszową i dopiero od września, ale zawsze. Przypuszczam również, że nie dostanę wychowawstwa na przyszły rok, co napawa mnie nadzieją na przetrwanie kolejnego sezonu w  tej małpiarni.

Chwilowo oddaję się błogiemu leniuchowaniu (umysłowemu) i zbieram siły przed przyszłym tygodniem, kiedy to PLANUJĘ poważnie wziąć się za pisanie pracy magisterskiej. Umówiłam się z promotorem na sierpień i już nie mogę się obijać, chociaż bardzo, bardzo bym chciała, bo czuję, że mi się te cholerne dwa miesiące wolnego należą po tym, co przeszłam przez ten rok. Cóż, lajf iz brutal, sama sobie takie życie wybrałam, więc nie ma co jęczeć, trzeba się zebrać i napisać. Głupsi pisali magisterki a nawet doktoraty, to JA nie dam rady? Tylko najtrudniej właśnie jest się zebrać...

Remont mieszkania powoli zamienia się w legendę. Stanął w miejscu kilka miesięcy temu i ni chuja nie pójdźie dalej bez ekipy. A ekipy ni ma. Ja sobie kafelków nie położę, niby teoretycznie wiem jak to zrobić, ale obawiam się, że nie wyszłoby to najlepiej :) Mój Tata, niestety, też tego nie zrobi, z innych względów. Nasz genialny glazurnik stwierdził, że nie ma ludzi więc teraz szukamy jakiejś grupy, która by to sensownie i w miarę tanio zrobiła. Jeśli ma ktoś na kogoś takiego namiary, to chętnie przyjmę.

A poza tym nic mi się nie chce. Jestem jakaś taka niezmotywowana, najchętniej bym cały czas spała... Nie wiem, może to pogoda za oknem, może po prostu sie starzeję, ale coraz mniej rzeczy zaczyna mnie kręcić, a coraz więcej - nudzić. Niby robię to, co do mnie należy, ale jakoś bez przekonania... Mam nadzieję, że mi przejdzie, a tymczasem idę rąbać drewno (zalety życia na wsi: zawsze jest jakaś fizyczna praca do wykonania, a jak wszyscy wiemy, endorfinki dobrze robią na poprawę humoru).
Życzę wszystkim udanych urlopów i wakacji.




Stworzyłam 2008-07-10 14:45:59

skomentuj (1)




Apatia

Nienawidzę tego uczucia. Rano nie mogę się dobudzić, a jak już się obudzę, nie mogę się zwlec z wyra.
Ale za to jak już się zwlokę, zaczynam nabierać rozpędu i tryskam energią: biegam z kąta w kąt, szykuję się, układam plan na ten dzień i w ogóle kombinuję jak zapanować nad światem. Dopóki nie pójdę do pracy. Tam energia ucieka ze mnie jak powietrze z przekłutego balonika. Jeśli jeszcze jakaś mi zostaje, zajęcia poszkolne pozbawiają mnie jej do reszty. Wracam do domu z uczuciem, jakby mnie ktoś zjadł i wypluł. Znajduję siłę tylko na to, żeby usiąść na chwilę do kompa, a potem zalegam i już nie wstaję. I co z tego, że rano planowałam przeczytać pół książki potrzebnej mi do magisterki, albo posprawdzać klasówki? Dupa blada, nie ma takiej opcji... Coś czuję, że w takim tempie to ja szybko tych studiów nie skończę.


Nawet tę notkę piszę rano (przez co zapewne spóźnię się do pracy), bo wiem, że wieczorem nie dam rady. Masakra.

Stworzyłam 2008-03-06 08:12:04

skomentuj (1)



scarabeusblog

Knajpa Morderców

...BUT THE MEMORY REMAINS...
2010
luty
2009
sierpień
kwiecień
2008
październik
lipiec
marzec
styczeń
2007
październik
sierpień
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2006
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
{smscontact}